28 października we wrocławskim klubie Absynt agencja Against The Beat w ramach trasy SuperXiu nakręciła potrójny koncert dla niezalubów. Choć równolegle w pobliskim klubie odbywał się koncert The Car Is On Fire, frekwencja była niezła. Publikę rozgrzali hardcorowi Angole z The Control.
Drugiego listopada, nakładem Ampersand Records, pojawi się w sklepach pierwszy krążek Nathalie and the Loners, solowego projektu Natalii Fiedorczuk. Płytę zatytułowaną “Go Dare” promuje piosenka “F or Love“, która każe zacierać ręce, podobnie jak okładka do płyty, zaprojektowana również przez Natalię:
Aż prosi się by przywołać inspirację grafiki, czyli western “Wyjęty spod prawa” Howarda Hughsa (1943) z Jane Russell w roli wampa – film, którego komisja Haysa nie dopuściła do dystrybucji ze względu na wysoką nieobyczajność.
Z okazji premiery “Go Dare”, porównajmy występy Natalii w trzech niezależnych odsłonach. Na pierwszy rzut ucha – Orchidw piosence “Mess”:
Numer dwa to Natalia jako wokalistka reaktywowanego Happy Pills – kultowego zespołu, odpowiedzialnego w początkach lat 90. za przeszczepienie zjawiska grunge na polski grunt. Tu w nowej piosence zagranej podczas Trójkowej Offensywy:
I wreszcie Nathalie and the Loners - “Poster Guy”, zaśpiewany w Zielonej Górze, z klipem autorstwa Radka Chrześciańskiego i Michała Grochowiaka, idealnie współgrającym z klimatem utworu:
Muzyka popularna zawsze pełna była falseciarzy. Wypełniali wszystkie jej rejony, nawet takie, które dziś awansowały na półkę kultury wysokiej (czyli takiej, której zwolennicy lubią czuć się wyżsi od innych). Przykładem jest tu nie tylko Farinelli, bohater słynnego filmu Gérarda Corbiau o ostatnim kastracie, ale i rzesza facetów wydających z siebie piski niewymuszone operacyjnie (mężczyźni mogą zbliżyć się jedynie do altu, najniższego głosu kobiecego).
Zostawiając już na boku odcięte narządy płciowe, które i tak męczyć nas będą, przybrawszy formę freudowskich kompleksów, zróbmy krótki przegląd współczesnych muzyków “śpiewających cienko”. Bo falset to tak na prawdę ciężka praca. Etymologicznie pochodzi od włoskiego słowa “falso” (fałszywy) i realizowany jest poprzez silne napięcie strun głosowych, co wymaga niezłego treningu. Odliczamy dziesięciu naszych ulubionych falseciarzy:
10. Mika – Młody półlibańczyk, który swoimi chwytliwymi melodiami i głosem przypominającym wymuszającego uwagę dzieciaka, podbił popowy świat.
9. Justin Hawkins – romansujący z dramatycznymi dźwiękami opery i histerycznie uwielbiający wszelkie wydania Glam Metalu, charyzmatyczny wokalista The Darkness.
8. Frankmusik – falset z pomocą elektroniki. Niedawno w Łodzi na Venie na bis zaśpiewał “It’s a Sin” Pet Shop Boysów.
7. Antony Hegarty – głos drżący z niepewności, a jednocześnie bardzo czysty, mocny i pewny.
6. Russell Mael – młodszy z braci Sparks, którzy już blisko 40 lat raczą nas swoimi pstrymi hymnami i wciąż wychodzi im to świetnie.
5. Jake Shears ze Scissor Sisters – disco falset – czasem campowy, czasem wzruszający, ale zawsze gorgeous.
4. Andy Bell z Erasure – pionier pełnego emocji ostentacyjnego falsetu lat 80.
3. D’Angelo – były chłopak Angie Stone z wielkim talentem w pięknej piosence ze świetnym teledyskiem.
2. Maximilian Hecker – niemiecki wokalista, eks-model, melancholik. Szkoda, że tak słabo znany.
1. Klaus Nomi – falset pierwszej klasy. Przeszywający operowy głos, połączony z wykreowaną w stylu marsjańsko-kabuki personą Klausa Divy, wciska w fotel.
Album “Soul Mining” (1983) dowodzonego przez Matta Johnsona zespołu The The, to jedna z najlepszych płyt lat 80. i klasyka antythatcheryzmu w brytyjskiej muzyce lat 80. Nieco zapomniany zespół przeżywał niedawno w Stanach pewien renesans popularności, mimo, że zawsze większą publicznością cieszyli się na Wyspach, a i tam nigdy nie byli Beatlesami. Stało się to za sprawą wykorzystania piosenki “This is the Day”, właśnie z “Soul Mining”, do reklamy orzeszków M&M’s. Zresztą niejedna niezależna kapela zyskała poklask właśnie dzięki reklamie (casus “Bohemian Like You” Dandy Warhols czy “Bruises” Chairlift). Poniżej rewelacyjne “This is the Day” z oryginalnym (fatalnym) teledyskiem:
Sukcesem artystycznym The The była także płyta “Mind Bomb” z 1989 roku, na której znalazł się utwór “Kingdom of Rain” z gościnnym udziałem Sinead O’Connor:
Panowie z londyńskiej kapeli Ulterior wiedzą jak dawać czadu. Otwierali koncerty takich zespołów jak The Sisters Of Mercy, The Horrors czy White Rose Movement. Kiedy już wydawało się, że słuch o nich zaginął, okazało się, że po pewnych zawirowaniach i zmianie w składzie zespołu, weszli do studia i nagrywają debiutancką płytę, której można się spodziewać na początku przyszłego roku. Na razie mamy tę bombę:
Kiedy tylko Girls wypuścili pierwszego singla, zrobiło się o nich głośno. Mają fajną energię, przypominającą trochę infantylnych bohaterów z filmu “Singles” Camerona Crowe’a (1992). Tam akcja działa się w Seattle na początku lat 90. (w filmie pojawili się gościnnie Chris Cornell i Eddie Vedder), a Girls są z San Francisco, ale przecież to to samo wybrzeże i podobny klimat. Posłuchajcie kawałków, które zamieścili na myspace, bo brzmią na prawdę dobrze. A jakiego dziarskiego klipa do “Lust for Life” nakręcili:
Lissy Trullie to nowojorska ofiara mody i wschodząca gwiazda sceny indie, której debiutancki album wyprodukuje sam Bernard Butler, odpowiedzialny wcześniej między innymi za brzmienie Suede, Black Kids, czy Cajun Dance Party. Krążek ma się ukazać pod koniec roku. Nadzieje są duże, bo Lissy w kategoriach fajności plasuje się wysoko: ma niebanalną urodę, ciekawy zachrypnięty głos i jest z Nowego Jorku – czego więcej potrzeba dziś by osiągnąć sukces? Nic dziwnego, że ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem “Self Taught Learner“:
Na majspejsie umieściła 5 kawałków, w tym singlowy “Boy Boy” i cover “Ready for the Floor” Hot Chipów. Poniżej jeszcze video jak podśpiewuje sobie z Adamem Greenem:
Bardzo miła niespodzianka spotkała mnie wczoraj, gdy wpadłem na moment do HMV w tokijskiej Shibui w celu przejrzenia półek z nowościami muzycznymi. Jedna z nich poświęcona była polskiemu zespołowi The Car Is On Fire. Początkowo z lekkim niedowierzaniem upewniłem się czy to na pewno jest ten nasz rodzimy Polonez, a nie jakiś Ford ze Stanów Zjednoczonych czy Audi z Niemiec. W końcu nie często można znaleźć płytę polskiego zespołu dobrze wyeksponowaną w największym sklepie muzycznym w centrum Tokio.
Okazało się, że trzecia płyta The Car Is On Fire “Ombarrops!”, nagrana w Soma Studio w Chicago pod okiem Johna McEntire’a, członka takich legendarnych zespołów jak Tortoise i The Sea and Cake, ma właśnie premierę w Japonii, a chłopaki przylatują tutaj za kilka dni na prawie dwa tygodnie koncertowania. Być może wybiorę się, żeby zobaczyć jak japońska publiczność reaguje na dźwięki z Polski. Powodzenia panowie!
Poniżej tytułowy utwór z najnowszej płyty:
I jeszcze dla przypomnienia “Cranks” z pierwszej płyty – chyba największy przebój zespołu:
Tydzień temu Ameryką wstrząsnął enfant terrible showbusinessu, Kanye West, który podczas rozdania MTV Video Awards, niczym nieproszony czarny rycerz postanowił bronić honoru Beyonce i przy okazji okraść młodziutką gwiazdę country, Taylor Swift, z jej momentu chwały.
Przy tej okazji przygotowaliśmy subiektywny ranking skandali podczas uroczystości rozdania rozmaitych nagród i telewizyjnych show. Momenty były i warto je sobie odświeżyć.
1. Beyonce jako czarny charakter depcze Tinę Turner podczas zeszłorocznego rozdania nagród Grammy.
2. Głowa Eminema ląduje pomiędzy pośladkami Ikara, tfu.. Brunona podczas MTV Movie Awards 2009. Wszystko, jak się później okazało, było wyreżyserowane, ale i tak budzi uśmiech.
3. Głośny, szczególnie w Polsce, stał się swego czasu występ Sinead O’Connor, która po fenomenalnym wykonaniu “War” w 1992 roku w programie Saturday Night Live podarła zdjęcie ówczesnego papieża na znak protestu przeciw wojnom religijnym i represyjności katolicyzmu.
4. Klasyka. Marlon Brando zdobywa Oscara w 1973 roku za rolę w “Ojcu Chrzestnym”. W jego imieniu nagrody (nie)przyjmuje przysłana przez niego Indianka Sasheen Littlefeather.
5. Nipplegate. Podczas przerwy XXXVIII Super Bowl 2004 Janet Jackson strzela z sutka do Justina Timberlake’a, który nieoczekiwanie otworzył magiczną klapkę.
Napisany przez Jonathana Larsona musical “Rent” na duży ekran przeniósł w 2005 roku Chris Columbus. Obsadę wyjętą wprost z Broadwayu, dodatkowo zasiliła, mająca dziś swoje pięć minut, Rosario Dawson. Musical, czerpiący garściami z “La bohème” Pucciniego, stawia w centrum problem AIDS, jego ofiary i poszukiwania sensu życia wbrew skróconemu terminowi ważności. Poniżej czołówka filmu uświetniona wspólnym wykonaniem “Seasons of Love”:
W Polsce film ukazał się tylko na DVD. Za to wystawiany na całym świecie “Rent” sceniczny od listopada zeszłego roku oglądać można na deskach Opery na Zamku w Szczecinie.
Rap na rynku muzycznym ma pozycję wyjątkowo silną i jest gatunkiem na tyle odrębnym, charakterystycznym i pojemnym, że po jego stylistykę często sięgają artyści na co dzień z rapem niezwiązani oraz komicy. Niektórzy z nich wychodzą z prób podjęcia raperskiej rękawicy obronną ręką.
Kanadyjczyk Jon Lajoie jest pewnie bliżej korzeni klasycznego rapu niż większość współczesnych raperów, którzy wożą się drogimi furami i otaczają skąpo ubranymi, gotowymi na wszystko gorącymi laskami. Jon Lajoie jest głosem ludu, jego teksty dotyczą życia przeciętnego faceta, więcej czasu spędzającego na biciu kity przed ekranem komputera niż wydawaniu tysięcy dolarów w drogich klubach na drinki i panienki. Prawdziwy “Everyday Normal Guy”. Inne jego klipy, takie jak “Everyday Normal Guy 2″ czy “Everyday Normal Crew” dają nam jeszcze szerszy obraz egzystencji przeciętnego rapera.
Natalie Portman: aktorka, absolwentka Harvardu, weganka, aktywistka wielu organizacji charytatywnych, osoba o nieposzlakowanej opinii, też miała przygodę z rapem, która nie do końca idzie w parze z jej wizerunkiem, a przynajmniej stawia gwiazdę w trochę innym świetle niż zwykły robić to media. Poniżej kawałek nagrany z grupą The Lonely Island, która często korzysta z hip-hopowej estetyki, chociażby w kawałku “Like a Boss”.
Flight of the Conchords to dwóch komików z Nowej Zelandii bardzo często biorących na warsztat kawałki innych artystów. Poniżej “We’re Both In Love With a Sexy Lady” – ich wersja historii z piosenki “Same Girl” w wykonaniu R Kelly’ego i Ushera.
I na koniec perełka tego zestawu: Reh Dogg. Pionier Emo Rapu. Tym razem na serio. Ale czy na pewno na serio? Why must I cry?!
Kolejne wcielenie Sachy Barona Cohena – Bruno robi światową furrorę. Bruno jest niepoprawny i inwazyjny, wchodzi gdzie chce, jak chce i to bez wazeliny. Bez większych problemów umieścił swoje pośladki nawet na głowie Eminema. Nie wszyscy go lubią ale wszyscy już go znają. Tymczasem większość nie ma pojęcia, że kilka lat wcześniej postać łudząco do niego podobna, równie bezpardonowo, opanowała japońską telewizję.
Razor Ramon, bo o nim mowa, lepiej znany pod pseudonimem Hard Gay, to postać wykreowana przez komika i byłego zawodnika wrestlingu Masaki Sumitani już w 2002 roku (a odkryta dla ogólnokrajowej telewizji w 2005 roku), czyli dużo wcześniej niż alter-ego Sachy Brunona Cohena. Mają jednak ze sobą wiele wspólnego. Zarówno Bruno jak i Hard Gay to postaci stworzone przez heteroseksualnych komików korzystających z utartych schematów dotyczących kultury gejowskiej. Obie postaci są całkowicie niepoprawne i nie mają żadnych zahamowań. Dla niektórych ich żarty są wulgarne i niesmaczne, dla innych całkowicie nie do przyjęcia ze względu na stereotypizację homoseksualistów. Ci, którym to nie przeszkadza, dostają sporą dawkę rewelacyjnej zabawy. Poniżej jazda bez trzymanki z Razorem Ramonem.
W 1964 dziewiętnastoletnia Gloria Jones nagrała klasyczny kawałek północnego soulu, opowiadający starą jak świat historię toksycznej miłości. Ten energetyczny hymn uczennicy Motown jest jednym z najchętniej coverowanych utworów w historii muzyki popularnej. Doczekał się tylu wykonań, że sam oryginał został zapomniany. Za jego autorów uznaje się bądź Soft Cell, którzy rozpoczęli lata 80. jego charakterystycznym bitem, badź ulubieńca zbuntowanej młodzieży Marilyna Mansona, który nagrał na nowo “Tainted Love” w 2001 roku.
32 lata temu piękna Gloria przeżyła wielki dramat, kiedy to jej wielka miłość zakończyła żywot na sykomorze w londyńskim Barnes. W spowodowanym przez nią wypadku samochodowym zginął jej ukochany Marc Bolan, lider T. Rex i ikona glam-rocka. Ona połamana trafiła do szpitala, gdzie o jego śmierci dowiedziała się dopiero w dniu pogrzebu. W tym kontekście “Tainted Love” nabiera jeszcze innego znaczenia i piętnuje kres tragicznej miłości.
Coraz głośniej robi się o powrocie Robbiego Williamsa. Premiera jego nowego wydawnictwa “Reality Killed Video Star” zapowiedziana jest na początek listopada. Tytuł nieprzypadkowy, bo album powstał pod okiem Trevora Horna, związanego dawniej z Buggles, z którymi nagrał niezapomniany hymn “Video Killed the Radio Star“. Potem produkował artystów tak różnych jak Pet Shop Boys, Seal, Tatu, czy Belle & Sebastian. Współpraca Robbiego z Hornem ma zapewnić obu panom powrót na szczyt. Płytę promuje singiel “Bodies”:
Nowy album budzi niemałe zainteresowanie mediów. Williams bowiem przez długie lata, od czasu kiedy był “tym niegrzecznym” z Take That, po największe sukcesy solowe (bijące rekordy popularności płyty “I’ve Been Expecting You”, “Sing when You’re wining’”, “Escapology” i “Intensive Care”), spadł z piedestału z hukiem w 2006 roku, kiedy płytę “Rudebox” wyśmiali krytycy, a kupili nieliczni. Ale Robbie pokazał nie raz, że potrafi upadać z wdziękiem i podnosić się z jeszcze większym. Tak jak na koncercie w Leeds trzy lata temu:
Tracklista i okładka do “Reality Killed Video Star”:
1. Morning Sun
2. Bodies
3. You Know Me
4. Blasphemy
5. Do You Mind?
6. Last Days Of Disco
7. Somewhere
8. Deceptacon
9. Starstruck
10. Difficult For Weirdos
11. Superblind
12. Won’t Do That
13. Morning Sun (Reprise)
Jakiś czas temu na Popvictims można było przeczytać o filmie “Kultura remixu” opisującym obecną sytuację na rynku muzycznym, najbardziej służącą wielkim korporacjom, zdecydowanie mniej artystom, a najmniej zwykłym słuchaczom. Film, który każdy świadomy odbiorca współczesnej muzyki powinien zobaczyć, bez względu na to, czy codziennie nielegalnie ściąga setki mp trójek, czy też jest zagorzałym przeciwnikiem internetowego piractwa. Jednym z bohaterów tego dokumentu jest Gregg Michael Gillis, inżynier biomedyczny, szerzej znany jednak jako muzyk i DJ występujący pod pseudonimem Girl Talk, klejący swoje kawałki z krótkich fragmentów utworów innych artystów. Z pewnością jest jednym z najciekawszych obecnie artystów tworzących mash-up’y. Ostatnią płytę “Feed the Animals” wydał w ten sam sposób, co Radiohead swoje “In Rainbows” – udostępniając do ściągnięcia ze strony internetowej po uiszczeniu jakiejkolwiek, nawet czysto symbolicznej opłaty, oczywiście na licencji Creative Commons. Wszystkie kawałki są też do odsłuchania na MySpace i You Tube. Poniżej próbka jego umiejętności.